niedziela, 11 lutego 2018

Mam ciebie

Seria: Poruszane wiatrem
Gatunek: Vignette
Inspiracja: klik
Uwagi: PWP – Plot? What plot?; takie tam drobne au na odmóżdżenie
Słów: 349
______________________________

Pomarańczowy Cadillac Eldorado z dwa tysiące drugiego roku stał pośrodku opustoszałego parkingu niedaleko nieczynnej stacji benzynowej. Intensywny szum deszczu dominował na całej długości pozbawionej ruchu drogi.
Duże krople dudniły w wysunięty dach pojazdu, którego tyły zajmowała milcząca para mężczyzn. Siedzieli naprzeciw siebie, stykając czołami i nie nawiązując kontaktu wzrokowego. Jeden z nich, brunet, nosił przemoczony płaszcz z uniesionymi sztywno kołnierzami, a pod nim obcisły czarny golf. Nie wydawali się spięci, raczej senni, zmęczeni, pozbawieni ochoty na jakiekolwiek szaleństwa.
– Tobio – wyszeptał drugi, niespodziewanie poruszając prawą dłonią i splatając ich palce. Tobio milczał nawet wtedy, jedynie unosząc ociężałe, sine powieki, żeby z uwagą obserwować ocierające się o siebie knykcie.
– Koushi...
Partner nie pozwolił mu dokończyć: przyłożył palec wskazujący wolnej ręki do jego ust, prosząc o milczenie. Sugawara zdawał się wiedzieć co robi, toteż Kageyama usłuchał.
– Nawet jeśli nas złapią – kontynuował, mimo że brunet syknął na te słowa w gniewie – zawsze będę kochał tylko ciebie. Ciebie – zaznaczył, puszczając go wyłącznie po to by wnętrzem zmarzniętych dłoni otulić delikatnie pucołowate policzki i nawiązać stabilny kontakt wzrokowy. Partner chuchał mu w nos, nie zamierzając walczyć o uwolnienie od dotyku, którego wręcz łaknął. – Tylko ciebie – dodał jeszcze, nabierając głębszy wdech. – Zawsze byleś tylko ty, jeśli spojrzeć w przeszłość – zachichotał cicho, przez chwilę przerywając kontakt przekrwionych oczu. – I wiesz co? Nigdy tego nie żałowałem – dokończył, szerokim uśmiechem ukazując rząd zębów.
Kageyama chciał sapnąć w odpowiedzi na te delikatne zmarszczki wokół oczu ujawniane za każdym razem, kiedy tak robił, ale umiał tylko skupić resztkę sił na wyeksponowanym  pieprzykowi pod jego okiem.
– Koushi – wyszeptał znowu, jednak reszta zdania utonęła w gwałtownych uderzeniach o maskę bagażnika, dobiegających z jego wnętrza.
Obaj przenieśli spojrzenia za tylną szybę auta, gdzie szare krople deszczu przysłaniały widok na las po drugiej stronie ulicy; nagle wszystko dostało swoją odpowiedź, natomiast niewypowiedziane wcześniej słowa nie miały już żadnego znaczenia. Każdy z nich wiedział co robić. Zwłaszcza kiedy skryli palce w połach materiałowych rękawiczek i wyciągnęli mały rewolwer ze schowka przed siedzeniem pasażera.
Wyszli na zewnątrz by dokończyć to, co zaczęli.

CREATED BY
MAYAKO
RENDERS: 1,2