niedziela, 24 lipca 2016

Pocałunki

Fandom: Haikyuu!!
Pairing: Sawamura Daichi/Sugawara Koushi
Rodzaj: Fanfiction; oneshot; miniaturka
Gatunek: Fluff, ale serio – taki fluffiasty fluff; shounen-ai
Uwagi: Moje koty były głodne i wyżarły mi dialogi. Do cna.
______________________________

Daichi od zawsze wstawał z łóżka skoro świt. Był typem rannego ptaszka, choć nie zwracał na to zbytniej uwagi – lubił wychodzić z domu, wciągając w płuca zapach przesączonego wilgocią powietrza, którego zimno kaleczyło nozdrza i przyprawiało o drapanie w gardle. Uwielbiał moczyć wieloletnie adidasy mokrą od rosy trawą, obserwując zasłoniętą gęstą mgłą okolicę. Ciepłe promienie wschodzącego słońca nie były na tyle intensywne, żeby ogrzewać rumianą od niskiej temperatury twarz, gdy zbaczał z głównej ulicy na ścieżkę prowadzącą do pobliskiego lasu, lecz świeciły wystarczająco jasno, by musiał notorycznie przymrużać powieki. Nigdy nie narzekał na porywisty wiatr, zwłaszcza późną jesienią. Urządzał takie wyprawy nawet zimą, kiedy na zewnątrz ciągle panował półmrok. Po prostu lubił spędzać czas na świeżym powietrzu i nie widział powodu do przerywania tego nawyku.
Często samotne spacery zmieniał w orzeźwiający trucht, pozwalający oczyścić się z resztek zalegającego pod powiekami snu. Wykorzystywał te chwile myśleniem o pozalekcyjnych treningach siatkówki; układał w głowie jeszcze raz plan zajęć, rozkład ćwiczeń czy poszczególnych obowiązków. Zbierał w sobie pokłady spokoju, pozytywne wibracje powoli budzącego się do życia miasta i napawał wiszącym w powietrzu, kojącym oddechem flory. Podczas powrotów z niemal rekreacyjnych wycieczek, po dobrze wydeptanej latami kursów trasie, weszło mu w krew odwiedzanie jedynego w okolicy sklepu, gdzie pracował dobry znajomy ojca, i kupowanie kartonu mleka oraz świeżych bułek dla mamy, która zawsze dziękowała pełnym rozczulenia uśmiechem.
Daichi lubił tę przyjemną rutynę, stanowiącą nieodłączny element jego stabilnego życia. Było w tym coś naprawdę, naprawdę miłego i Sawamura nie wyobrażał sobie wschodów słońca bez mokrych po kostek nóg, powietrza szczypiącego policzki, wilgoci wsiąkającej we włosy oraz dźwięków wydawanych przez chrupkie pieczywo pakowane do reklamówki.
Potem jednak zrozumiał, że leniwe, przepełnione miękkością pościeli poranki mogą być równie wspaniałe. Przynajmniej wtedy, gdy obok ramienia odnajdywał głowę Sugawary. A kiedy tak patrzył na rozwichrzoną snem czuprynę, lekko rozchylone usta oraz grube, długie rzęsy i czarny, uroczy pieprzyk pod lewym okiem, czuł nieodparty, niczym nieuzasadniony spokój, radość. Tak, ale najbardziej przyjemność.
Przyjemność płynącą z satysfakcji oglądania Koushiego jeszcze bardziej niewinnego niż zwykle bywał na co dzień. Choć przez sen nie mógł uśmiechać się tak, jak robił to zawsze podczas wspólnych treningów czy rozmów, ciągle emanował naturalną dla siebie promiennością. Poprawiał nawet najbardziej pochmurny nastrój już samą obecnością.
Daichi czuł wtedy pewną niezrozumiałą ckliwość, nagminnie przyprawiającą o chęć dobrowolnej, bezinteresownej opieki nad wieloletnim przyjacielem. Tak, jak Suga zawsze dbał o niego, o innych też, ale przede wszystkim niego – jakby był najważniejszy. Bardzo lubił myśleć w ten sposób, może tylko trochę zbyt egoistycznie.
Podczas chwil, w których Sawamura odgarniał mu poplątane kosmyki z twarzy, pochylał się delikatnie nad jego nosem i troskliwie, prawie niepewnie, składał na nim ledwo wyczuwalny pocałunek, nie potrafił powstrzymywać uśmiechu.
Uśmiechu tak innego od tych pojawiających się zawsze podczas samotnych, porannych spacerów, że nie wiedział już, co dotychczas widział w znanych na pamięć ścieżkach. I nic – ani mokre po kostki nogi, ani bolące od zimna policzki, ani świeżo upieczone pieczywo – nie było tak cudowne jak moment, gdy jeszcze na wpół śpiący Sugawara uświadamiał sobie koło kogo leży, a potem najzwyczajniej w świecie przybierał ten niepowtarzalnie, niepoprawnie szczęśliwy wyraz twarzy sposobem, który Daichiemu momentalnie zmiękczał kolana. Dlatego za każdym razem dziękował bogom, że znajduje się pod ciepłą pierzyną, bo na pewno nie ustałby w pionie. Zwłaszcza, gdy Koushi zaraz potem opierał policzek na jego klatce piersiowej, nasłuchując przyspieszonych uderzeń serca.
Bo Sawamura po pewnym czasie doszedł do wniosku, że naprawdę bardzo lubi wstawać wcześnie rano, ale żeby obserwować wschód słońca z łóżka, okryty ciepłą pościelą. Z Sugawarą u boku, a także tym cichym, czulszym od uśmiechu matki, pomrukiem „Dzień dobry” koło ucha.
Wiedział, lecz i tak najmocniej kochał, gdy pchnięty nieoczekiwanym ośmieleniem Koushi inicjował pierwsze, powitalne pocałunki. Rozkosznie delikatne, niewinne, ciepłe – całym swym jestestwem mówiące, że należą wyłącznie do niego, że on jest jego. I czeka. Czeka na wszystko, co tylko Daichi zapragnąłby z nim w obecnej chwili zrobić.
Tak, zdecydowanie to właśnie dla nich porzucił poranne spacery.




TEN ART TO ŻYCIE, KOCHAM GO, CZAICIE? TO COŚ CUDOWNEGO (∩˃o˂∩)♡
Już od kilku godzin się na niego gapię i zachwycam, no i to on zainspirował mnie do stworzenia tej miniatury. A poza tym to moja ukochana DaiSuga, więc chyba nie muszę mówić, że w otaczającym mnie powietrzu właśnie rozsiewa się wysokie natężenie miłości i feelsów. DaiSuga to takie wspaniałe dzieciaczki, nic tylko ich kochać, przytulać i pocieszać się nimi w smutnych chwilach!
Ale dość o tym, bo się za bardzo rozpiszę ;;
W przygotowaniu mam jeszcze shota IwaOi, którego sukcesywnie kończę, także ten: lecę jak burza! #achtawena
Nie lenię się; motywacja jest, pomysły są, chęci mam, czas i wygodne miejsce do pisania posiadam. Mogę więc śmiało powiedzieć, że moje wakacje są udane, aczkolwiek pogoda mogłaby być nieco chłodniejsza :v
No ale nic, do następnego oneshota!

4 komentarze:

  1. Hej!
    Znalazłam Twojego bloga po małym śledztwie, bo wyskakiwałaś mi w statystyce, a ja cały czas nie wiedziałam, o co chodzi. Dopóki nie zobaczyłam tego ''Pokochajcie...'' i moja reakcja to było bardzo wyrafinowane ''O kurwa''. Taaak. Więc w sumie dzięki za polecanie opowiadania, nie myślałam, że może aż tak się komuś spodobać, tym bardziej, że daisugi tam jak na lekarstwo. Przynajmniej moim zdaniem.
    Tak czy inaczej, trafiłam, a jak zobaczyłam fiki do Haikyuu to też zostałam na dłużej.
    Pogadam tu o obu miniaturkach, w porządku? Bo jak coś jest za krótkie, to mam problem z komentarzem.
    To może kenhina na początek? Tak chronologicznie, czemu nie. Po pierwsze widać, że na ten fik był pomysł od początku do końca, a forma przypomina mi moje jedno opowiadania. W ogóle, zawsze doceniam, jak ktoś robi jakieś eksperymenty z formą. Że, wiesz, że nie ma czystego tekstu, a jest coś ciekawego, jakiś punkt wspólny, który wszystko spaja. Wydaje mi się, że w tym pierwszym fiku jest ''to coś''. Bardzo mi się spodobał, chociaż niekoniecznie znalazłam w tym jakiś czysty angst. To znaczy, było przygnębiająco, ale tak umiarkowanie. Wszystko miało ręce i nogi, wymagało chwili zastanowienia i nie wiem, boli mnie, że tak jakoś ogólnie mało osób docenia Twój blog. Zauważyłam, że ogólnie jest tak, że ludzie boją się trochę ambitniejszych tekstów (?), że szukają tylko takich, w których najlepiej się obściskują (niektóre są rzeczywiście kochane, ale no). Dobra, nie będę narzekać, nie o to w tym chodzi.
    Daisuga. Też widać pomysł, w ogóle, podoba mi się to zestawienie dwóch poranków. Aż mi się cieplo na sercu zrobiło, gdy czytałam ten z Sugą. To było bardzo sympatyczne, naprawdę. Akurat czytałam ranoi było idealne na początek dnia. Do Daichiego zawsze pasował taki ułożony, monotonny wręcz rytm i naprawdę obaj kanonicznie wypadli bardzo, bardzo dobrze.
    A art też uwielbiam, on chyba był zrobiony do jednego genialnego angielskiego fika. Tak coś mi się kojarzy z moich tumblrowych wypraw.
    Tak czy siak, mam nadzieję, że z czasem znajdzie się więcej czytelników. Lub może więcej komentujących, bo aż szkoda nie skomentować, kiedy widać, że wszystko jest w pewien sposób dopracowane.
    To ja może tutaj skończę, nie wiem, co dodać. Powodzenia w dalszym pisaniu! I ogólnie, miłych wakacji <3

    (Pisałam na telefonie, wybacz błędy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, jaki piękny komentarz! ❤
      Ale zanim o tym: kurde no! A chciałam Ci zrobić niespodziankę! (chociaż pewnie i tak zrobiłam, ale nooo) Bo widzisz, od jakiegoś już czasu zbieram się, żeby fundnąć na „Powinieneś się mnie bać” taki super-długi, wyrażający cały mój zachwyt, przemyślenia i interpretację komentarz, w którym zahaczyłabym o informację, że link do tego opowiadania ma u mnie honorowe miejsce. :) Aleee statystyki mnie wyprzedziły, no! Ech, a myślałam, że ludzie mnie nie czytają, ale jak nie trzeba to się zawsze kręcą i klikają linki, uch! Nic to, ważne, że się ucieszyłaś. (I już dawno dostałabyś ten komentarz na parę stron w Wordzie, jednak niestety miałam ostatnio trochę zajęć domowych, przepraszam)
      A wracając: tak, KenHina wyszła mi totalnym eksperymentem; pierwszy raz pisałam coś w podobnej formie i przyznam, że miałam przy tym naprawdę dobrą zabawę, więc na pewno to kiedyś powtórzę! I możliwe, że nie jest to całkowity angst, bo samego angstu w angście jeszcze nie dane mi było napisać (za dużo emocji się we mnie kłębi, co wylewam w misz-maszu na papier). Jednakże sumiennie nad tym pracuję! I masz rację, mało, ale może dlatego, że niedawno ruszył? Chociaż nie wiem czy to akurat w tym tkwi szkopuł, bo z reguły właśnie te najlepsze (moim zdaniem) blogi są najmniej doceniane i umierają śmiercią naturalną, a wraz z nimi zapał ich cudownych autorek. Ja jednak postanowiłam sobie, że nieważne czy będzie czytać mnie jedna osoba, zaledwie kilka, czy zupełnie nikt – nie przestanę publikować tu postów, bo naprawdę się tym rajcuję i nie przeszkadza mi brak komentarzy lub chociażby wyświetleń. Piszę dla siebie, publikuję okazjonalnie, bo może, nie teraz, lecz dopiero za jakiś czas, nawet parę lat, pojawi się tu jakaś zagubiona w internetach duszyczka i będzie mnie mentalnie całować po stopach (że ośmielę się to tak podkoloryzować) za te fiki, bo czegoś takiego właśnie szukała, a nie ma tego nigdzie indziej. (taka tam, motywująca mnie wizja) Bo sama jestem przykładem takiej osoby; nieraz już chciałam wycałować pewne autorki za ich zaparcie oraz dokończenie opowiadań, które nie cieszyły się zbyt wielką popularnością, a były najcudowniejsze. Ale tam, bo się rozpisałam.
      Strasznie się ucieszyłam, że spodobały Ci się „Pocałunki”! To jeden z takich mniej ambitniejszych, bardziej odprężających tekstów, więc za każdym razem, gdy komuś poprawił nastrój, uprzyjemnij spędzany czas, czuję się wyśmienicie. Jak w tej chwili.
      A tej ciekawostki o arcie nie znałam, dziękuję za nią! (będę mieć motywację, żeby w wolnej chwili poszperać za tym fikiem)
      I tak, masz absolutną rację co do komentarzy, dlatego już pomału nadrabiam sobie te ulubione opowiadania i je komentuję, no i może faktycznie niedługo sama dostanę takie prezenty.
      Dziękuję jeszcze raz, za cudowny komentarz i życzenia ❤

      Ściskam mocno!

      Usuń
    2. Czy piękny, to ja nie wiem, jak tak teraz go przeczytałam znowu to merytorycznie raczej Sahara, ale się postaram może bardziej przy kolejnym tekście.
      Jeju, naprawdę? Boziu drogi, jak napiszesz swoje interpretacje to będę wniebowzięta <3 Bo mnie ogólnie piekielnie ciekawi, co ludzie o tym moim Powinieneś myślą tak konkretniej, że co się stanie, etc., więc by było fajnie poczytać. Ale to wiesz, nic na siłę.
      I pisz, pisz więcej takich fajnych opowiadań! Kenhina była naprawdę świetna. Daisugi też, ale Szklana twarz za formę wygrywa.
      Też racja. A wizja piękna, chociaż żal najbardziej tych blogów, gdzie wlasnie wszystko było wspaniałe, a przez brak zainteresowania wyczerpały się chęci. Pisać ogólnie powinno się dla siebie, ale opinie miło znać.
      Fik to ''but for me, there is a storm'' na ao3.
      I nie ma za co dziękować!
      Trzymaj się <3

      Usuń
    3. Komentarz jest dla mnie piękny, bo treściwy. :) I nawet nie wiesz, jak słowa „przy kolejnym tekście” mnie cieszą! Normalnie poczułam się jak Suga, gdy Ukai powiedział mu „następnym razem”, aw.
      A interpretacje Cię nie ominą, bo uwielbiam je pisać. Aż czasem chyba nawet przesadzam, ale ciii.
      I skoro SzT wygrywa, to serio skrobnę więcej takich form, bo widzę, że warto, no i naprawdę jest przy tym dużo frajdy. Tekst dosłownie sam się pisze.
      I tak, to jest najgorsze, bo fakt, pisać powinno się dla siebie, ale to oczywiste, iż jeśli już coś publikujemy, to pragniemy znać zdanie innych na temat swoich tekstów, a gdy nie widać zainteresowania, motywacja znika. Dlatego czytam mamie większość tego, co napiszę, choć ona to by mi i największy niewypał zachwaliła, ale no, trzeba się jakoś dowartościowywać komplementami. :v
      A fik już znalazłam, dziękuję za pomoc ❤

      Ściskam raz jeszcze!

      Usuń

CREATED BY
MAYAKO
RENDERS: 1,2