poniedziałek, 31 października 2016

Bez strachu

Seria: Poruszane wiatrem
Gatunek: Fluff
Słów: 467
______________________________

Kageyama, stając przed drzwiami domu Sugawary, nie miał pojęcia, co zamierzał zrobić.
Na pewno nie spodziewał się znieruchomienia na widok zdziwionego jego przybyciem senpaia. Nie układał monologu w głowie, nie miał też konkretnego celu w tych niezapowiedzianych odwiedzinach. Nie wiedział nawet czy go zastanie, chociaż godzinę temu odbyli trening w szkole i trwał właśnie późny wieczór.
Wycierając podeszwy butów o matę, zdawał sobie sprawę jedynie z tego, że odwagi dodała mu chęć ponownego zobaczenia twarzy Koushiego.
Dlatego teraz siedział na jednej z poduszek, przed małym kawowym stolikiem, a Sugawara zmywał naczynia po kolacji, którą wspólnie zjedli.
Kageyama trwał w ciszy ze spuszczoną głową – od przekroczenia progu nie powiedział ani słowa, jedynie przepraszając za najście. Koushi, jak można się było spodziewać, nie miał nic przeciwko; uśmiechnął się do niego zrozumiale i zaproponował porcję ciepłego posiłku.
Tobio nie wymyślił dotąd, co mógłby powiedzieć, a Sugawara nie naciskał.
W pewnej chwili komórka Koushiego zawibrowała na stoliku przed nim; ekran rozświetlił się przez moment, a Kageyama bez problemu odczytał nadawcę przysłanej wiadomości tekstowej.
Zacisnął pięści na materiale dresowych spodni. Przymknął oczy, biorąc oczyszczający z myśli wdech.
To jedno imię sprowadziło go do parteru, stało się odpowiedzią na nieme pytanie, które zadawał sobie od samego wyjścia z domu.
Jeśli chciał cokolwiek osiągnąć, nie mógł stać w miejscu. Nie był sam.
Daichi.
Kageyama nie potrafił wiele zdziałać z obecnej pozycji, ponieważ ktoś inny zajmował idealne miejsce. Sawamura stał się dla niego rywalem nie do pokonania. Nie w pojedynkę.
Dlatego przyszedł do Sugawary, tego właśnie oczekiwał. Na to liczył.
To nie była siatkówka – w tej dziedzinie nie nosił miana geniusza i istnieli o wiele lepsi od niego.
A Kageyama pragnął tylko jednego, i chciał, żeby nikt nie był w stanie mu jakkolwiek przeszkodzić. Nie czuł się jednak pewnie. Nigdy nie prześcignie Daichiego w relacjach z Koushim. Ten fakt przytłaczał.
– Kageyama – zaczął delikatnie Sugawara, wycierając talerz nad zlewem – wiedz, że zawsze jesteś u mnie mile widziany – kontynuował z uśmiechem – ale to dość późna pora i chyba nie powinieneś przesiadywać teraz poza domem... Och.
Duże, ciepłe ręce odbierające talerz, skutecznie przerwały Koushiemu.
Sugawara odwrócił się za siebie, odkładając ścierkę na blat, gdzie Tobio położył suche już naczynie.
Ciemnoniebieskie, niemal granatowe oczy obserwowały go z doskonałą precyzją; nie kryły w sobie zawahania czy też wątpliwości. Rezerwowy rozgrywający odczytał, że ich właściciel już dobrze wie, co chce zrobić, dlatego uprzejmie zamilkł.
– Sugawara-san – powiedział Kageyama po dłuższej chwili ciszy – chciałem cię ponownie zobaczyć.
Tylko te słowa wydawały mu się najodpowiedniejsze – to w końcu one wypchnęły go z zacisza pokoju, w którym dalej zadręczałby się myślami.
A po późniejszym uśmiechu Koushiego wiedział, że postąpił właściwie. I już nigdy więcej nie będzie musiał martwić się swoją pozycją w relacjach z Sugawarą.
Bo on też chciał patrzeć na Kageyamę jak najdłużej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

CREATED BY
MAYAKO
RENDERS: 1,2