piątek, 28 października 2016

Kurtyna milczenia

Ruszam z czymś nowym. Zdecydowanie zbyt wiele oneshotów KageSuga zalega u mnie na dysku, więc zrobię z nich jakiś użytek. Miłego czytania.

Seria: Poruszane wiatrem
Gatunek: Fluff
Słów: 314
______________________________

Kageyama lubił dłonie Sugawary.
Były duże, ale nie większe od jego własnych – smukłe, zwinne i delikatne. Pomimo częstych obtarć, skóra wydawała się bardzo gładka; opuszki nie miały żadnych grudek. Kiedy ich dotykał, odnosił wrażenie trzymania drogocennego materiału, łatwo ulegającemu zniszczeniu. Budziła się w nim potrzeba dbania o niego za wszelką cenę.
Koushi całą swoją posturą wyrażał pewnego rodzaju miękkość – przyjazny drugiemu człowiekowi, wprawiał innych w dobre samopoczucie. Nigdy nie kojarzył się z czymś złym lub niewłaściwym. Był czysty, jak dłonie, którymi dotykał piłki.
Kageyama czasem, bardzo, bardzo rzadko, gdy siedział na ławce rezerwowych i mógł bez wytchnienia obserwować grę kolegów, czuł nieodpartą chęć stania się taką piłką.
Uczucie stykania ze skórą Koushiego musiało być czymś wspaniałym.
Jednak równie szybko, jak ta niedorzeczna myśl nachodziła jego umysł, kręcił głową dla opamiętania i zaciskał pięści. Zazdrościć czegoś przedmiotowi do gry w siatkówkę? Takie coś nigdy nie powinno nim zawładnąć. Uwłaczało jego dumie.
Ale czasami, w samotne, chłodne wieczory, których nie mógł spożytkować na trening, rozmyślał naprawdę wiele. Najczęściej o dłoniach Sugawary – oraz innych częściach jego ciała.
W ciemnościach pokoju, speszony przed samym sobą, urągając irracjonalnej majestatyczności wykazywanej na co dzień. Oddawał się słabościom, nierealnym mrzonkom i wyobrażeniom.
Chciał wiedzieć, jakby to było móc bez żadnych przeszkód dotykać Koushiego. Poczuć jego zapach w nozdrzach, ciepłotę ciała, miękkość włosów. Usłyszeć cichy, szczęśliwy głos tuż przy uchu i spleść języki...
Ale tylko czasem. Bardzo, bardzo rzadko. Prawie nigdy. Tak, prawie wcale.
Bo to było nierealne; wybujałe myśli nastoletniego umysłu opanowanego hormonami.
I chociaż Sugawara zawsze, kiedy tylko nikt nie patrzył, uśmiechał się do niego tak... kusząco, Kageyama wiedział, że to jedynie podkoloryzowane oczekiwania.
A Koushi tak naprawdę zwyczajnie, przyjacielsko unosi kąciki ust, czym obdarzał każdego kolegę z drużyny.
Przecież ukradkowe spojrzenia, gesty i szepty w krętych, szkolnych korytarzach, nie znaczyły aż tyle, ile sobie wyobrażał, prawda?

Kageyama lubił dłonie Sugawary.
Sugawara lubił, gdy Kageyama ich dotykał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szczerze dziękuję za nawet najkrótsze słowa :)

Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics