piątek, 18 listopada 2016

Szczęśliwe zakończenie

Seria: Poruszane wiatrem
Gatunek: Fluff
Słów: 484
______________________________

Kageyama naprawdę lubił Sugawarę.
Czas spędzany w towarzystwie Koushiego wnosił wiele dobrego do jego życia. Uczył się, jak zostać lepszym człowiekiem. Powinien mówić to, o czym myśli, by inni go zrozumieli. Mógł zaufać swoim przyjaciołom, polegać na nich. Nie był sam.
Sugawara pokazywał, co to dobre słowo, pozytywne myślenie. Hamował jego nieprzemyślane dogryzania i zwracał uwagę, kiedy kogoś ranił, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wyznaczał nowe, lepsze granice taktu oraz wyważonego smaku. Pokazywał równowagę, pozwalał trenować cierpliwość.
Koushi powoli wyzbywał z Kageyamy złe i samolubne cechy, pilnując jednak, by pozostawał sobą. Nikogo nie udawał; był szczęśliwy, szczery sam ze sobą.
Tobio wiele mu zawdzięczał, jeszcze więcej pragnął się nauczyć. Korzystał z wieloletniego doświadczenia Koushiego, a także jego przyjaznego nastawienia do życia.
Podziwiał swojego senpaia. Zazdrościł mu.
Sugawara nie miał pojęcia, że coraz mocniej zaplątywał się w pewien węzeł, sukcesywnie przeistaczając go w nierozwiązywalny supeł.
Więź między nimi stawała się szczególna, nietypowa. Obaj pragnęli czegoś, co miał drugi, jednocześnie podziwiając siebie nawzajem.
Koushi często obwiniał się złymi rzeczami, łatwo dawał za wygraną.
Kageyama nauczył go walczyć o swoje, docierać do wymierzonego celu, zdobywać nowe horyzonty. Sprawił, że Sugawara odnalazł siłę, którą dawno temu utracił.
Naprawiali się na przemian. Ufali sobie.
Jako rywale dążący do tego samego, wyznaczali nowe granice, przesuwając je. Nie podkładali nóg; gdy jeden upadał, drugi podawał mu rękę.
Kageyama naprawdę bardzo lubił Sugawarę.
Uśmiech Koushiego, dobre słowo i pomocne rady nieraz owocowały sukcesem w życiu Tobio. Podążał za swoim starszym kolegą, wierzył w niego, w siebie.
Często obserwował iskrzące świetliki w oczach Sugawary, podobał mu się ten widok. Spoglądał, jak piłka przemyka mu między palcami, gdy wystawia do kolegów z drużyny. Miał bardzo smukłe, delikatne dłonie, mimo ciągłych obtarć po wyczerpujących treningach.
Nie rósł więcej, nie przybierał masy mięśniowej, ale wzrastał w siłę. Psychiczną.
Koushi dawał z siebie tyle, ile był w stanie. Kageyama go inspirował, prowadził do wymarzonych ścieżek, dawał poczucie bycia ważnym, kimś, kto jest w stanie wygrać. Musiał w to tylko uwierzyć.
I Sugawara wierzył.
Całym sobą, aż do końca; zawsze, nieprzerwanie wierzył w siłę Tobio, w swoją siłę, siłę przyjaciół. Wspólnie, razem – byli niezwyciężeni. Zachwycający.
Kageyama stał się pewną ikoną, gwiazdą. Koushi chciał go dogonić; zachwycony wspólną grą, rywalizacją o uplasowanie na wymarzonej pozycji w pierwszym składzie, czuł podniecenie. Wyzwalał pewną wewnętrzną, magnetyczną siłę. Iskrzył ciepłem, przyciągał do siebie Tobio.
Zdystansowanego, majestatycznego i nieufnego Tobio, który głównie dzięki niemu zaczął wierzyć w innych.
Egoizm Króla przeminął. Permanentnie.
Obaj tworzyli coś, czego nie potrafili powtórzyć z kimkolwiek innym. Na swój własny, indywidualny sposób dopełniali się, uzależniając jeden od drugiego.
Koushi chciał być jak najbliżej, a Tobio mimowolnie pozwalał się przyciągać.
To zaintrygowanie nie wzbudzało w nim strachu. Czuł ekscytację, mogącą równać się ze staniem na boisku; potem sunącym wzdłuż rozgrzanej skóry, wsiąkającym w strój sportowy, z każdą idealniejszą wystawą. Było coraz lepiej, cudowniej.
Bo Sugawara naprawdę kochał Kageyamę.
A Kageyama naprawdę chciał być przez niego kochanym.

A/N
Kompletny brak pomysłu na tytuł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

CREATED BY
MAYAKO
RENDERS: 1,2