sobota, 3 grudnia 2016

Odmęty zatracenia

Fandom: Ajin
Pairing: Kaito/Nagai Kei
Rodzaj: Fanfiction; drabble
Gatunek: Vignette; shounen-ai
______________________________


To szalone, ile potrafisz zrobić dla przyjaciela.
Kai, spotkamy się jeszcze? Liczę na to.
Przy tobie jakoś bardziej... wydaję się ludzki. Nie gubię znikomej cząstki czegoś, co latami desperacko próbowałem zatrzymać. Tylko złożona obietnica, przeświadczenie, że znienawidziłbyś mnie, gdybym posunął się za daleko.
Zaryzykowałeś życie. Jedyne, którym dysponujesz. Zdając sobie sprawę, że po zgonie nie wstaniesz, jak ja. Jak te wszystkie postacie z gier.
Dlatego muszę zachować strzępy człowieczeństwa, usilnie kotłowane gdzieś na dnie wychodzącego amoku. Jestem gotowy walczyć o każdy kawałek.
Poświęcę tyle egzystencji, ile trzeba. Mam ich w końcu zbyt wiele.
Byś nadal mógł uważać mnie za przyjaciela.



6 komentarzy:

  1. Tak dawno mnie tutaj nie było ;___; Ale wchodzę, widzę znowu fandom Ajina i już mi się cieplej na serduszku robi ♥ A ja jestem prostą dziewczyną: widzę Ajina to klikam xD
    Nienawidzę cię za to, że po tak krótkim tekście od ciebie zawsze wpadam w jakąś depresję xD
    Ale kocham cię za to, jak piszesz <3 Kurczaczki, dlaczego tak mi się to podoba *-* Może to jakieś moje głupie spostrzeżenia, albo sama coś dopisuję, ale twoje teksty zawsze mają coś poetyckiego w sobie. Nie bardzo wiem co to jest, z czym to się je, ale dlatego tak wielbię twoje teksty :>
    Są śliczne ♥ No i do tego to drabble *_* Już za samo zmieszczenie się w dokładnie stu słowach to wyczyn!
    Co do samego "Odmętu zatracenia"... Pisałam, że wpadam w depresję, prawda? xD no. Zostawię to tak. Ale mimo wszystko mi się podobało ♥
    Wysyłam uściski i weny życzę :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki cudowny komentarz ♥
      Z tą poetyckością trafiłaś, bo pisuję wiersze, może dlatego masz takie przeczucie. Zwykle "odbija" mi się to na innych pracach.
      Mnie też zadziwia, że potrafię. Zawsze wydawało się czymś trudnym napisać drabble, ale ostatnio przychodzi mi to nadzwyczaj łatwo. Zwłaszcza w fandomie Ajina. Chyba w tym tkwi sekret, hm.
      A za depresję nie jest mi przykro, takie zadanie tych stu słów. XD
      Dziękuję bardzo! ♥

      Usuń
  2. (1)
    Hej!
    Długo się za to zabierałam, stanowczo za długo. Chociaż wszystko czytałam, jak wstawiałaś i czuję się z tym jeszcze gorzej.
    Myślałam, jak logistycznie to rozplanować i stwierdziłam, że skoro było tyle dość krótkich tekstów, to lepiej wyjdzie, jak napiszę o nich wszystkich w jednym komentarzu, bo po prostu by wychodziło stanowczo za krótko.
    Postaram się, żeby to wyszło w miarę składnie, ale nic nie obiecuję. I pomijam fandomy, na których się nie znam, bo... Bo się nie znam i nigdy za bardzo nie lubiłam wypowiadać się o czymś, na temat czego nie mam pojęcia. W każdym razie.
    1) Nie wpuść ich do środka
    Jak ja lubię gore! Serio, czasami brakuje mi naprawdę dobrego opowiadania z tego gatunku, a to było dobre. Czuło się to napięcie, nerwowe oczekiwanie Gou, jej niepewność i strach. I te opisy też były bardzo obrazowe, że można było sobie wszystko bez trudu wyobrazić, że można było się poczuć, jakby siedziało się przy Gou i obserwowało ją podczas tych kilku chwil. Naprawdę, bardzo mi się podobało, bo był klimacik, było trochę strasznie.
    2) Spowiedź uczuć
    Na wstępie zaznaczę, że nigdy nie myślałam o relacji Sugi i Tobio w kategoriach romantycznych, a nie czysto przyjacielskich, chociaż bardzo lubię wszelkie opowiadania, gdzie właśnie widać, że są ze sobą blisko, że Tobio Sudze ufa i go szanuje. Także podchodziłam na początku sceptycznie do całego pomysłu, tym bardziej, że po tylu przeczytanych opowiadaniach zasadniczo boję się scen erotycznych, bo strasznie łatwo napisać coś... Coś, po czym robi się człowiekowi wyjątkowo nieprzyjemnie. I miłym zaskoczeniem było ujęcie tego w poetyckim stylu, chociaż też przez chwilę miałam obawy, że wyjdzie zbyt patetycznie. No i w sumie było podniośle, ale tak z umiarem. Przyjemnie się czytało, naprawdę, zawsze mnie ujmuje jak ktoś nie zwraca tylko uwagi na zwyczajną fizyczność, ale też na ten, uch, nie wiem, uczuciowy aspekt? Ogólnie, chodzi mi o to, że widać było, że oni się naprawdę kochają, a jednocześnie czuć było w tym pewną desperację. Że oni chcieli być razem tak bardzo, że bali się czegokolwiek, co mogło ich rozdzielić. Przynajmniej ja to tak odebrałam. W każdym razie, było poetycko, ale nie w taki przedramatyzowany sposób. Chociaż i tak nie przekonałam się do tego pairingu. Ale to ja, za bardzo lubię Daisugę.
    3) Nie-ryba
    Nie lubię Rinharu, ale cóż XD Tak czy siak, spodziewałam się innego zakończenia? W sumie, nie wiem czego, ale tak jakoś... Haru i woda są nierozłączni, a i tak dla mnie to jego uwielbienie do pluskania wydaje się urocze. Chociaż wierzę Rinowi, że mógł się wkurzyć. Tym bardziej, skoro zawsze sprząta. Ta miniaturka była bardzo przyjemna.
    4) Wojna
    A to mnie oskarżają o skłonności do dręczenia Daisugi, no proszę. Bardzo ładny angst. Odpowiednio angstowy, taki jak lubię. I było mi tak szkoda Sugi przez ten cały czas. Poza tym, w jednej chwili przypomniały mi się wszystkie filmy wojenne, które kiedykolwiek miałam okazję widzieć i w każdym chyba była scena śmierci kogoś ważnego dla głównego bohatera i po prostu... Uch. Smutno mi się zrobiło, a jednocześnie wszystko było takie ładne i przejmujące, że miło się czytało. I jeszcze nie płaczę, ale Daisugi mają jakiegoś pecha, że wszyscy je męczą. Cóż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (2)
      5) Owocowe przyjemności
      Czy to jakieś zadośćuczynienie za poprzedni angst? XD Ale było słodko. Aż prawie nieznośnie słodko, a jak tylko usłyszałam o brzoskwiniach i pomarańczach, a jeszcze później wspomniałaś o sklepowych półkach, to pomyślałam o Tymbarku... I przypomniały mi się wakacje. I zrobiło mi się sto razy bardziej smutno, bo szkoła ostatnio mnie skutecznie zabija.
      6) Czułe popołudnia
      I znowu fluffowa Daisuga! Wydaje mi się, że mam jakiś fetysz, ale uwielbiam, jak w opowiadaniach postacie miziają się po włosach? Bo to zawsze wydaje się takie urocze i kochane, jakby nie było nic lepszego od głaskania kogoś po głowie. W dodatku jeszcze ta sielska atmosfera, spokój aż bił z tej miniaturki.
      7) Nikompletni
      O, Makoharu lubię bardzo. Cenię Makoto za jego niekończącą się troskę i miłość, jaka się z niego prawie wylewała. Ale miło było poznać to od strony Haruki, poza tym bardzo mi się podobało. Bo Haru zawsze był taki skryty ze swoimi uczuciami, jak gdyby do końca nie potrafił ich okazać i to jak się z nimi męczył, jak bardzo chciał od Makoto potwierdzenia, że on też go kocha, było takie bardzo Haru. Zmiana narracji mnie trochę zaskoczyła, ale w sumie pozwoliła tylko jeszcze głębiej przyjżeć się uczuciom Haru. I naprawdę wszystko było super, ale tak się roześmiałam w momencie, gdy Haru stwierdził, że nigdy nie umyje ręki, którą trzymał dłoń Makoto, że później nie mogłam się pozbierać. Ale to ja, poza tym, nie zepsuło to odbioru, tylko szczerze rozbawiło. Głównie dlatego, że było w tym coś do bólu dziecinnego i rozczulającego, że chyba zmiękło mi serce.
      8) Jeszcze jeden raz
      KageKuni!!! Tak!!! Tak mało ludzi o nich pisze, na ao3 jest tylko kilka naprawdę cudownych ff i w sumie oni i Kindaichi to chyba moje jedyne OT3. I to było smutne. Myślę, że angsty oparte tylko na przemyśleniach bohaterów, na ich osobistych odczuciach są jeszcze gorsze niż te, w których rzeczywiście dzieje się coś strasznego. Bo to jest takie... Takie ludzkie. I w sumie chyba każdy był w pewnym momencie w podobnej sytuacji, jak Tobio. Wydaje mi się, że Kags najbardziej zawiódł się na samym sobie. Na tym, że przez gimnazjum skupiał się tylko na siatkówce, nie patrząc na innych i tak naprawdę nigdy nie pozwolił sobie, żeby tego żałować. I ogólnie jego relacja z Kunimim i Kindaichim była wyjątkowo przykra, bo każdy potrzebuje chociaż tej jednej osoby, z którą może zwyczajnie porozmawiać, a Kags był przez tak długi czas sam. Zresztą, tak samo jak w kanonie, w pewnym momencie zrozumiał, że jego ignoracja odbiła się negatywnie przed wszystkim na nim. Jest mi go szkoda, bo to bardzo, bardzo prawdziwe i pod pewnymi względami mogę się z Tobio utożsamić. Co też jest poniekąd przykre.
      9) Pozbawieni rzeczywistości
      I tu znowu czuję się mocno nieprzekonana do pairingu, ale za to forma mnie urzekła. I motyw oczu, tego, co w nich można dostrzec, jak się zmieniają. Tobio jest zawsze tym cierpiącym, biedne dziecko. Było mi go szkoda, a z drugiej strony, odniosłam wrażenie, że był trochę, jak taki pies ogrodnika. To znaczy, kochał Sugę szczerze, ale sam miał wyraźny problem ze sobą, z tą swoją niezdarnością w kontaktach (powiedzmy) i trochę stanął w miejscu, umiejąc tylko rozpamiętywać. Tak czy inaczej, forma bardzo ładna, historia też, z pairingiem wciąż się nie bardzo lubimy. Kwestia czasu, tak myślę XD
      Pomijam OiKage, bo mam wyjątkowo wysoką nietolerancję na ten ship, wybacz.
      10) Nie bądź taki hardy
      Yuri! W sumie Yuriego P (tak, żeby nie było wątpliwości) lubię chyba najbardziej z tego całego anime. Za wiele rzeczy. I jak zawsze postać, którą najbardziej lubię, dostaje po tyłku (a przynajmniej nie może w końcu mieć tego złotego medalu). W ogóle wciąż mi go strasznie szkoda i w pełni rozumiem jego niezadowolenie i to całe zirytowanie. A miniaturka była bardzo ładna.

      Usuń
    2. (3)
      11) Strata
      Będzie, że herezje, ale do pewnego momentu miałam wrażenie, że Viktuuri rozwija się za szybko i tak bez większego powodu. I w sumie dopiero po dziesiątym odcinku wszytko dla mnie zagrało. Tak, miałam zły okres i nawet geje na lodzie mi nie pomagały. Jakkolwiek miniaturka bardzo ładna. Zgrabna, bez zbędnego przeciągania. Było powiedziane wystarczająco dużo, pewne rzeczy zostały w domyśle. Bardzo ładnie wyszło, naprawdę.
      12) Kurtyna milczenia
      Te KageSugi są naprawdę urocze. Takie mięciutkie, milutkie i fluffowe, że aż mi się głupio robi, że ja nie potrafię pisać takiego fluffu. I też lubię, jak bohaterowie właśnie skupiają się na dłoniach, dotykają ich i wszystko. Ogólnie lubię zawsze, jak autor zauważa małe rzeczy i się na nich skupia.
      13) Bez strachu
      I kolejna KageSuga. I kolejna urocza. W ogóle, tytuł tej serii ­- Poruszane wiatrem - jest śliczny. Jak ludzie to robią, że wymyślają takie piękne tytuły? No jak? Zdradź mi swoją tajemnicę XD A co do miniaturki, niepewność Tobio była taka naturalna i to jak Suga go zapewnił, że nie ma się czym martwić znowu absolutnie urocze. Aż mi się ciepło zrobiło na sercu.
      14) Bezsensowne pytania głupca.
      Relacja Nagaiego i Kaia jest jedną z bardziej ujmujących rzeczy. Bo jednak Kai stał się jedynym, który nie odrzucił Keia i... Jestem słaba na takie motywy, co zrobić. I miło myśleć, że Nagai naprawdę uważał Kaia za kogoś bardzo dla siebie ważnego.
      15) Szczęśliwe zakończenie
      Znowu miniaturka, która zostawiła mnie z szerokim uśmiechem, bo była tak szczera i urocza. Szczęśliwe zakończenia są najlepsze. I to, jak wszystko się im ułożyło, jak się dopasowali. Bardzo urocze.
      16) Niespodziewane zwroty akcji
      Ojoj, a co tu się stało? XD Zawsze bawią mnie opowiadania, w których ktoś nakrywa parę na robieniu takich nie do końca grzecznych rzeczy. Współczuję mamie Sugi, musiała przeżyć szok.
      17) Odmęty zatracenia
      Wspominałam, że lubię ich relację? Lubię ich relację. I to, że Nagai czuje się przy nim bardziej ludzki. To mówi o nim tak dużo. I poświęcenie Kaia. Uch.
      18) No i teraz Melancholia.
      I znowu, tytuł niby prosty, ale taki ładny... Czemu, no? (wyję nad swoją beznadziejnością, nie zwracaj uwagi)
      Jak przeczytałam youkai au to od razu się uśmiechnęłam. Potrzebowałam tego.
      Zaskoczyłaś mnie tym, że jednym z bohaterów uczyniłaś Leva. I że jest Kunimi (<3). no i oczywiście, że obaj się znają, chociaż przez to boję się o bezpieczeństwo Kunimiego. Jakkolwiek, wciągnął mnie ten prolog. Ucieczka Leva w niektórych momentach byłaby zabawna, gdyby nie okoliczności i fakt, że gonił go jakiś wariat z bronią, który już kogoś zabił. Nie wiem, czy mi umknęło, czy nie napisałaś, ale jestem ciekawa, kto był pierwszą ofiarą. Oczywiście, tak samo jak tego, jak to się wszystko rozwinie i o co, tak naprawdę chodzi. Dlaczego Leva ścigano, dlaczego próbowano go zabić (prawie zabito, a szansa na to wciąż jest wysoka). Jestem naprawdę ciekawa, jak to rozwiniesz, jak poprowadzisz historię bohaterów, jak całość się skończy. Także czekam na pierwszy rozdział i mam nadzieję, że Lev jakimś magicznym sposobem znajdzie wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Albo pomoże mu Kunimi.
      O mój Boże, skończyłam w końcu. Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam z tych serii, które znam. I pewnie nie ma w tym ładu i składu, ale chyba musisz mi wybaczyć.
      W takim razie postaram się komentować w miarę na bieżąco, w szczególności długie opowiadanie.
      Miłego dnia i wielu nowych pomysłów!
      (Przepraszam za błędy, jestem zbyt leniwa, żeby to sprawdzić).

      Usuń
    3. O kurwa.
      Chach, teraz to Ty obdarzyłaś mnie najdłuższym komentarzem, jaki w życiu dostałem.
      Ogólnie to wywołałaś u mnie wielki, naprawdę pozytywny szok. Bardzo dziękuję Ci za tak piękny i obfity komentarz. ♥ Wywołałaś na mojej buzi szeroki uśmiech, aż mnie twarz rozbolała (a rzadko tak się szczerzę).
      Co do tajemnicy z wymyślaniem tytułów... żadnej Ci nie zdradzę, bo takowej nie mam. XD Po prostu przychodzi mi pomysł do głowy i go spisuję, tyle. Ja naprawdę nigdy nie myślę i często improwizuję. Jeśli mam coś zbyt dokładnie zarysowane na dłuższy okres czasu, szybko się nudzę i to porzucam (najczęściej przytrafia się to opowiadaniom, dlatego nie kombinuję jak koń pod górę i lecę z prądem, wymyślając szczegóły akcji w trakcie pisania).
      Z Melancholią mam większe plany; to mój pierwszy poważniejszy projekt, z którym wiążę wiele nadziei. Mam kilka wersji tej historii, które początkowo chciałem podzielić na parę innych opowiadań, lecz w końcu postawiłem na zmieszanie ich w jedno. Nie wiem jeszcze, co się stanie w kolejnych etapach, jednakże stworzone naprzód rozdziały dodają mi otuchy. dzięki czemu wierzę, iż projekt dojrzy namacalnego zakończenia.
      Mmm, no i tak, było mi troszkę szkoda DaiSugi, więc im posłodziłem. XD A do KageSugi zawsze czułem słabość, nic na to nie poradzę. Zresztą, lubię takie tytuły jak Haikyuu, gdzie można parować każdego z każdym. Lubię patrzeć na wszystko z kilku różnych perspektyw, wtedy żaden scenariusz się nie marnuje.
      A za RinHaru również nie przepadam XD (Rintori na zawsze) Makoto jednak mi tu za nic nie pasował, so :v Ale MakoHaru będzie naprawdę dużo, to mogę śmiało zapewnić. To ship życia.
      Dla mnie też Victuuri szło za szybko, nie miało podstaw tak właściwie, dobrego napędu, ale po 10 odcinku już wszystko rozumiem i jest super.
      Kai i Nagai... po 11 odcinku drugiego sezonu to już w ogóle skakać po pokoju mi się chciało, dawno żadna para nie wzbudzała we mnie tak ciepłych emocji. U nich ta więź jest namacalna jak żadna inna i nikt mi nie wmówi, że nie są sobie najbliżsi. Kai to tak naprawdę jedyny człowiek, którego Nagai szanuje i jest w stanie zrobić dla niego wszystko, nawet dla siostry by aż tyle nie poświęcił, uch. Moje serce.
      Cieszę się, że lubisz moje fluffy. Ja lubię je pisać, ale posmęcić też czasem muszę. Czasem trzeba kogoś zabić. XD
      Tak się zastanawiam, ale następnym postem prawdopodobnie będzie 1 rozdział Melancholii, chyba że szybciej dokończę oneshot Rintori; zobaczę jeszcze. Mam też w zanadrzu ostatnie drabble do Ajina, ale nie chcę wrzucać jednego po drugim, hm.
      No nic, jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję i niezmiernie mi miło, że tak Ci się spodobały moje prace (też uwielbiam swoje KageKuni, co poradzę XD). Mam nadzieję, iż żadną z przyszłych również się nie zawiedziesz i zostaniesz ze mną tyle, ile to tylko możliwe. ♥

      Usuń

Szczerze dziękuję za nawet najkrótsze słowa :)

Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics