niedziela, 5 lutego 2017

140615

Fandom: Autorskie
Postacie: Ktokolwiek (ej, przez comeback bts, tutaj nawet tae mi przypasował)
Rodzaj: Oneshot; miniaturka
Gatunek: Fantasy; angst (??)
Ostrzeżenia: Treści brutalne (rozrywane mięcho i te sprawy)
Uwagi: Ludzie, ratunku, nie mam pojęcia, co to jest XD Pisałam ten oneshot, kiedy chorowałam na depresję i przechodziłam jeden z najgorszych okresów w życiu (skąd też wziął się tytuł), no i tego. Można to nazwać nieoficjalnym pożegnaniem całej frustracji i kłębowiska emocji, które mi wtedy towarzyszyły – pewnego rodzaju oczyszczeniem. Stworzone lata temu, teraz poddałam nieznacznej korekcie, więc pewnie da się znaleźć różnicę w stylu, jeśli jesteście na takie zmiany wyczuleni. Ale serio, ciekawi mnie Wasze zdanie na temat tego tworu; interpretacja. Może wysnujecie jakąś własną teorię?
______________________________

Upadł.
Wielki słup światła uderzył w taflę jeziora, wzburzając ją. Ciemne, kłębiaste chmury zamaskowały Słońce, błękitne niebo, poczucie melancholii. Ukłucie nostalgii uderzyło w drżące z przypływu adrenaliny serce, kiedy wyłonił się spomiędzy gradowych obłoków. Słodka woda zakołysała niespokojnie, jakby przewidując, iż niedługo go wchłonie.
Upadał dalej.
Plecami ku lądowi ukrytemu pod szafirowymi kroplami, powoli – niczym nic nieważące ptasie pióro – sunął w dół, coraz bliżej dna, a dalej chmur.
Tunel światła wyznaczył ciepłą drogę. Bez powrotu.
Nie wiedział, co czuł w tej chwili; zmieniał się tak bardzo, że aż jego samego otępiało przerażenie.
Czy to możliwe? Był taki osowiały... Chyba powoli, acz skutecznie podlegał nieodwracalnej atrofii.
Bolały kości, skóra, mięśnie, oczy. Bolały rozłożyste i złamane skrzydła, z których wypadały coraz mocniej ciemniejące łuski, teraz przeistaczające się w pierz; zostawiały nikłe ślady, jak śluz pełznącego ślimaka.
Spojrzał na rozczapierzone dłonie, drżące z poczucia lęku. Wiedział, że właśnie tracił coś nieodwracalnie. Niezidentyfikowana cząstka duszy wymykała mu się przez palce – tonąc w otchłani nicości.
Upadek trwał wieki.
Powolne otarcia silnego i ciepłego wiatru o skórę były niczym ukąszenia ostrej stali miecza. Furkot chordy niezłamanych skrzydeł znad kłębiastych, ciemno gradowych chmur ranił uszy.
Cierpiał w powolnym kresie własnego istnienia. Czuł się jak świadek nowego narodzenia. Coś zaprzepaścił. Coś zyskał.
Wcześniej miłe dla ciała promienie teraz zdawały się palić; naskórek matowiał, by szybko sczerwienieć, zadymić, buchnąć ogniem.
Krzyknął.
Cierpienie się po nim rozlało, w agonicznych skurczach wyginając ciało.
Zawył.
Każdy spięty do bólu mięsień pękł gwałtownie, rozrywając cienką powłokę skóry. Wyłamane kości zalśniły w kroplach węglowych łez.
Wpadł do jeziora.
Cherlawe ręce zaczęły walczyć z silnymi falami, uporczywie próbującymi go zakryć. Zamachnął lewą nogę, piętą jeszcze bardziej marszcząc taflę błękitu. Wziął głęboki wdech. Ostatni – koniec i śmierć. Zdawał się on jednak nie przynieść uczucia ulgi; usta oraz krtań zgorzkniały ohydnie, odcinając dostęp do płuc.
Chciał wypluć ocalałe resztki tlenu w tężejącą głębię wody. Chwycił zgranatowiałe gardło, zaciskając wymęczone powieki.
Krople cieczy nie zgasiły płomienia, który rozbłysł w blasku.
Spłonął żywcem.
Czuł, że każda komórka ciała zaczyna się tlić, roztapiając, rozrywając na mniejsze, bezużyteczne części. Skwierczące mięśnie odpadły od suchych, kruchych kości. Wypalona skóra zostawiła nieokreślonego koloru smugi, odpływając wraz z bąbelkami powietrza, ku powierzchni.
Osunął się w mrok.
Słup światła zniknął, a burzowe chmury pojaśniały, rzednąc.
Otulił go chłód. Nieznośny mróz zaczął wnikać w resztki jego bytu.
Dotąd pustą jaźń zalały grzechy.
Nastał początek. Nowy, gorszy.
Otworzył inne oczy.

2 komentarze:

Szczerze dziękuję za nawet najkrótsze słowa :)

Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics